SENATOR RP WADIM TYSZKIEWICZ – WYWIAD SPECJALNY DLA GAZETY FORUM.

Wadim TYSZKIEWICZ – samorządowiec, przez cztery kadencje prezydent Nowej Soli, a od 2019 roku niezależny Senator RP z województwa lubuskiego. W październikowych wyborach wybrany został do Senatu XI kadencji z rekordowo wysokim wynikiem – zagłosowało na niego blisko 100 tysięcy wyborców. Wadim Tyszkiewicz zgodził się udzielić nam wywiadu specjalnie z myślą o mieszkańcami gminy Torzym.

Rozmawiamy w szczególnym momencie dla naszego kraju. W momencie, gdy następuje zmiana władzy – zarówno ustawodawczej, jeśli mówimy o większości sejmowej, jak i wykonawczej. Na co pan – Senator XI kadencji – liczy w tym nowym układzie sił politycznych?
WADIM TYSZKIEWICZ, SENATOR RP:
Liczę na nowe otwarcie. W zasadzie cieszę się, że rządzić będzie koalicja, bo nie będzie monowładzy. Cztery partie będą patrzyć sobie na ręce. Te partie muszą liczyć się z tym, że rządzenie w ich wykonaniu to jest gra zespołowa. Wyzwania oczywiście są ogromne, a niebezpieczeństw sporo. Nie ukrywam, że liczę także na premiera Donalda Tuska. Można go lubić lub nie, ale nie można mu odmówić zdolności przywódczych. Potrafił doprowadzić do tego, że skonsolidowały się cztery partie – czy nawet więcej patrząc na skład KO, a do ostatniej chwili powszechnie nie był znany skład rządu. Zamiast rozszarpywania tortu i kłótni o stanowiska, wszystko przebiegło bardzo spokojnie. W zaciszu gabinetów doprowadzono do tego, że konstrukcja rządu jest stabilna i pewna. To zasługa właśnie zdolności Tuska.

Czego możemy oczekiwać w najbliższej przyszłości? Pytam głównie w kontekście spraw samorządowych.
Moje oczekiwania są ogromne. Przez ostatnie cztery lata, będąc w opozycji, próbowaliśmy coś zrobić. Coś z tego się udało, ale bardzo niewiele. Teraz mam nadzieję, że między innymi znów doceniona zostanie bardzo ważna rola samorządu w Polsce. Powiem coś, co niby wszyscy wiemy, ale warto by to wybrzmiewało: fundamentem sukcesu Polski po 1989 roku jest właśnie samorząd. Mam nadzieję, że nowa władza to doceni. Choć trzeba mieć też świadomość, że żadna władza centralna nie kocha samorządu, bo żadna nie lubi dzielić się władzą. A samorząd to jednak też jest władza – radnych, którzy w bardzo bezpośredni sposób dostali mandat do ludzi. Dlatego nie spodziewam się, że nagle przed samorządem zostaną rozwinięte czerwone dywany, a wszystkie nasze oczekiwania zostaną spełnione.

Pytanie, jak ważne w hierarchii spraw do załatwienia będą te samorządowe?
Musimy uzbroić się w cierpliwość. Tym bardziej, że nie znamy stanu finansów państwa. Oczywiście marzą mi się ruchy związane ze wzmocnieniem samorządów, między innymi prawdziwa subwencja wyrównawcza i odejście od uznaniowości – to jest dla mnie kluczowe. Ilość pieniędzy zawsze jest ograniczona, o ile oczywiście nie zadłużamy się w nieskończoność. Trzeba je więc sprawiedliwie podzielić. Słuchając exposé byłego już premiera Morawieckiego, szkoda, że nie powiedział, jak skłócono cały naród, jak upartyjniono instytucje, jak dzielono pieniądze po uznaniu – dostawali przede wszystkim ci przyjaźni rządowi, albo ci, którzy gięli kark przed rządem. Zależy mi teraz na tym, żeby zrekompensować tę nieuczciwość. I ważne, aby to zostało jasno powiedziane – nie chodzi o to, żeby zabierać wagony pieniędzy tym, którzy te wagony już dostali. Ale o to, by tym, którzy naprawdę ciężko pracowali w samorządach na sukces swoich lokalnych ojczyzn, a byli w ostatnim okresie wyraźnie poszkodowani, jakoś zrekompensować tę niesprawiedliwość.

Podział środków nie był sprawiedliwy?
Wystarczy spojrzeć na to, jakie dotacje „jechały” do Stalowej Woli, która była bastionem PiS. Tam władze samorządowe miały problem, by wymyślić coś jeszcze nowego, na co te pieniądze można wydać. A są przecież gminy, które były dyskryminowane, które nie dostały niemal nic albo dostały niewiele, zbyt mało, by realizować swoją misję.

Tak się dzieje zawsze, gdy podział pieniędzy nie jest transparentny.
Zależy mi na tym, żeby teraz wyrównać te szanse na zasadzie jakiegoś czytelnego algorytmu. To nie tak, że nowa władza ma przyjść i dać tym poszkodowanym, posłusznym takiej czy innej opcji politycznej. Nie o to chodzi! Na szczeblu samorządowym decyzje powinni podejmować sami samorządowcy – wójtowie, burmistrzowie, prezydenci, radni, bo oni najlepiej wiedzą, jak pieniądze wydawać. Ale podział pieniędzy, jeśli chodzi o budżet państwa, powinien być transparentny i następować według konkretnego algorytmu. Będę walczył z uznaniowością. Zresztą mamy już przygotowany cały pakiet rozwiązań. Pierwszy pomysł, jaki mi przychodzi do głowy, to zwiększenie udziału samorządów, jeśli chodzi o podatek PIT. Są nawet głosy, aby to było 100 procent podatku PIT, do czego ja akurat nie jestem przekonany. Jest też pomysł na udział samorządów w podatku VAT – jak to zdarza się w wielu krajach na świecie. Wtedy także samorządowcom zależy na rozwoju i na większej konsumpcji – wtedy tego podatku wpływa więcej. Nie mówię, że to miałby być jakiś znaczący procent. Ale niech to będzie dwa, trzy procent – to już swój efekt by dawało. Będziemy nad tymi pomysłami pracować. Na pewno tego się nie zrobi z dnia na dzień, bo to dość złożony proces. Studzę zapędy samorządowców, którzy chcieliby zrobić coś teraz, już, od razu. Najpierw trzeba zrobić bilans otwarcia nowego rządu. Trzeba sprawdzić, w jakiej sytuacji finansowej jesteśmy, jak wygląda budżet państwa, bo obawiam się, że różne trupy z szafy dopiero będą wypadać.

Wspomniał pan o wagonach pieniędzy. Mamy tutaj takiego jednego, który tymi wagonami bardzo się chwalił – podobno sam je nawet przywoził. Chodzi oczywiście o posła Mejzę, zresztą bardzo blisko związanego z obecnym burmistrzem Torzymia Ryszardem Stanulewiczem.
Jeśli chodzi o Mejzę, ciężko mi to nazwisko w ogóle przechodzi przez gardło. W pełni odpowiadam za swoje słowa – rozmawiamy o kłamcy i oszuście. On wykorzystywał swoją pozycję języczka u wagi w Sejmie – bo wiadomo, że były rząd trzymał się na kilku zaledwie głosach – i robił rzeczy niegodziwe, za które będzie rozliczony. Polacy czekają na rozliczenie niegodziwców i oszustów i mam nadzieję, że to się stanie. To, że ten czy inny polityk – używam tego słowa, choć mówić w ogóle o Mejzie się brzydzę – wykorzystywał hasło o tym, że to on rozdaje pieniądze, jest wstrętne. To są pieniądze wspólne, nas wszystkich, Polaków. Dlatego działanie na zasadzie – powiesisz mi plakaty, ja ci dam pieniądze publiczne – to jest poważne podejrzenie korupcji. Dla mnie takie działania dają uzasadnione podstawy podejrzenia popełnienia przestępstwa. Miałem wiele sygnałów choćby na przykład ze strony Ochotniczej Straży Pożarnej, że on przyjeżdżał i oferował – dostaniecie tyle i tyle pieniędzy, ale warunek jest jeden: promujecie mnie i wieszacie moje plakaty. To poważne podejrzenie złamania i prawa wyborczego, i kodeksu karnego. Te pieniądze, które oni dostawali – bo faktycznie je dostawali – to nie były pieniądze Mejzy. To były pieniądze spółek skarbu państwa, bo za PiS spółki skarbu państwa, a więc spółki których właścicielami jesteśmy wszyscy, tworzyły budżety w istocie wyborcze. A potem takie indywidua jak Mejza jeździły po Polsce i w mojej opinii robiły, de facto poza granicami prawa, kampanię wyborczą rozdając w taki sposób te pieniądze. Oczywiście, ostateczne rozstrzygnięcie tych kwestii należy do zadań prokuratury i sądów.

A jak zrobić, żeby ten podział środków dla samorządów był sprawiedliwy?
Trzeba stworzyć zupełnie inny system, jeśli chodzi o udział samorządów w podatkach, bowiem pieniądze płynące do samorządów powinny być motywujące do dalszego działania i rozwoju. Jeśli burmistrz czy wójt będzie miał świadomość, że rozwój gospodarczy gminy przekłada się wprost na ogólny rozwój tej gminy, będzie miał jeszcze większą motywację do działania. System podatkowy trzeba tak skonstruować, żeby służył rozwojowi. Przecież my komuś zabieramy pieniądze na podatki – obywatelom, przedsiębiorcom, i nie można ich marnotrawić, byle jak rozdać. One muszą być tak ulokowane w systemie, by działały ostatecznie na korzyść właśnie tych, którzy płacą daniny. Poprzez tworzenie warunków rozwoju, uzbrajanie stref gospodarczych, tworzenie warunków do inwestowania. Wtedy wszyscy na tym zyskują – i przedsiębiorcy, i mieszkańcy reprezentowani przez samorząd. Przypomnę, że zostałem wybrany na współprzewodniczącego Parlamentarnego Zespołu ds. Samorządu. Jest nas tam kilkudziesięciu i będziemy walczyć o sprawy samorządu.

Samorządy z Polskiego Ładu dostawały dofinansowanie, ale cała ta rewolucja spowodowała bałagan także na tym poziomie. Wielu samorządowców na koniec 2022 roku z przerażeniem patrzyło na budżety.
Na marginesie na obniżeniu podatków stracił i rząd, i samorząd gminny. Tylko, że rząd ten ubytek zrekompensował sobie innymi daninami – jak choćby składką zdrowotną, samorząd nie mógł. Hasło „obniżyliśmy podatki” jest fajne, ale tylko, gdy zapomni się dodać: „ale przy okazji uderzyliśmy z innej flanki”. Samorządy przez działania rządu zostały ze złupionymi budżetami bez możliwości rekompensaty, tracąc ogromne pieniądze. Oczywiście byli potem tacy jak Mejza, którzy dzieli nie swoje i krzyczeli: „załatwiamy, załatwiamy, tu dajemy wagon, tam dajemy dwa wagony pieniędzy”. A przecież nie o to chodzi. Podatki powinny być płacone, choć nikt tego nie lubi, ale też powinny motywować do aktywności.

Pan ma ogromne doświadczenie samorządowe. Przez cztery kadencje był pan prezydentem Nowej Soli, które to miasto przejmował pan pogrążone w ogromnym kryzysie. Dla nas te pańskie doświadczenia są szczególnie ważne, bo żyjemy, mieszkamy w gminie, która przez lata była potwornie zaniedbana.
Analizując sytuację Torzymia i jego położenie geograficzne, wydaje się, że to gmina, która ma gigantyczny potencjał rozwojowy. Co zrobić, żeby żyło się tu lepiej, mogę opowiedzieć na przykładzie Nowej Soli, którą jako prezydent obejmowałem w roku 2002 z 42-procentowym bezrobociem. Aż trudno to sobie wyobrazić.

Faktycznie – to ogromna skala.
Tak jest. Miasto upadłe, brudne, z ogromnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa mieszkańców. Doprowadził do tego upadek wielkich (za czasów socjalistycznych) zakładów przemysłowych, które nie wytrzymały normalnej konkurencji na światowych rynkach. A trzeba pamiętać, że tylko w dwóch największych zakładach Nowej Soli w szczycie zatrudnienia pracowało około 9 tysięcy ludzi! A były jeszcze inne fabryki, zakłady. Miasto znalazło się w dramatycznej sytuacji, bez żadnych atutów. Sytuację Torzymia można analizować na wiele sposobów, ale jedno jest oczywiste – macie genialne położenie geograficzne. My takiego nie mieliśmy. Dopiero z czasem pomogło oddanie trasy S3, ale to było już po kilku latach mojego funkcjonowania. Na początku XXI wieku jeszcze nie mieliśmy S3, więc komunikacyjnie też było słabo. Wbrew wszystkim przeciwnościom, jako były przedsiębiorca, uznałem jednak, że jedynym ratunkiem dla miasta jest rozwój gospodarczy. To był trudny punkt zaczepienia, ale innego po prostu nie było. Trzeba pamiętać, że każdą gminę trzeba analizować pod kątem potencjału. Inaczej będzie się analizowało potencjał Zakopanego, inaczej Polkowic, które leżą na miedzi, a jeszcze inaczej gminy, która na przykład ma 80 procent zalesienia.

Rozwój gospodarczy – hasło brzmi dobrze, ale przecież jakże trudno to wcielić w życie. Panu się udało.
Stworzyliśmy ponad 200 ha terenów przemysłowych, gdzie udało się ulokować 20 dużych fabryk i zakładów. I proszę przy tym pamiętać, że średnio na jedną pozyskaną fabrykę trzeba było uderzyć do… 10 inwestorów! Czyli inaczej mówiąc – z każdej dziesiątki inwestorów, z którymi zaczynaliśmy cały proces namawiania do inwestycji, zostawał jeden. Przy takiej skali, trzeba było ogromnej determinacji, żeby się nie zniechęcić, żeby tego nie zarzucić. Przegrywaliśmy wiele bitew, ale dzięki konsekwencji wreszcie pojawiły się zwycięstwa. Bo w tym trzeba być konsekwentnym. Realizowałem tę misję właśnie konsekwentnie i chyba się udało. Dziś Nowa Sól jest wzorem rozwoju dla wielu innych miast. Na możliwości, jakie miała Nowa Sól na początku tej drogi, to chyba zdobyliśmy mistrzostwo świata.

Czyli wniosek dla Torzymia?
Podobnie jest z Torzymiem – trzeba się zastanowić, jaki jest potencjał, jaką strategię rozwoju obrać i potem kroczyć tą obraną drogą zamiast trwania. Bo można oczywiście tylko po prostu trwać i uważać, że jakoś tam będzie, od pierwszego do pierwszego przeżyjemy. Jednak ciekawsze jest powiedzenie stanowczego – nie! Jesteśmy ambitni, chcemy żeby to miasto, nasza gmina były znaczącym punktem na mapie województwa lubuskiego! Chcemy jej rozwoju i mamy na to sposób.

Można szukać sposobu na inwestycje w gminie nie mając na to własnych pieniędzy?
Posłużę się takim przykładem – w Nowej Soli, gdy już było nieźle, ale jeszcze nie rewelacyjnie, zacząłem marzyć o hali widowiskowo-sportowej. To tylko przykład, na podstawie którego chcę pokazać pewien schemat działania. To równie dobrze może być stadion, lodowisko, centrum kultury z nowoczesną salą kinową, cokolwiek. Hala miała kosztować 14 milionów, a ostatecznie kosztowała ponad 30. Ale takich pieniędzy w momencie snucia planów nie było. Nie było skąd wziąć, nie było na to dofinansowania. Czy to znaczy, że należało zarzucić marzenia? My nie porzuciliśmy. Trzeba było znaleźć inwestora, który wybudował centrum logistyczne z halami pod dachem. Czasami nad znalezieniem takiego inwestora trzeba pracować i rok czasu. Trzeba się wykazać cierpliwością. Jeździmy po świecie, szukamy, rozmawiamy, zasięgamy języka w Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. Wreszcie znajdujemy, udało się, inwestor przychodzi i zaczyna budować centrum, a my możemy wtedy iść z tym pomysłem do banku. Nie ruszamy budżetu miasta, ale powstaje centrum logistyczne, z którego podatki są pewne można powiedzieć… jak w banku, bo nie ma pewniejszego podatku niż podatek od nieruchomości. Inwestor stawia swoje centrum, my zaciągamy kredyt na budowę wymarzonej hali widowiskowo-sportowej – na którego spłatę przez 10 lat w całości są przeznaczone pieniądze wpływające właśnie z tej jednej, konkretnej inwestycji w centrum logistyczne. W ten sposób ani nasza wymarzona hala, ani spłata kredytu nie obciążają nam tak naprawdę budżetu.

To, co pan zrobił w Nowej Soli, przełożyło się na pańską ogromną popularność i uznanie.
Mój rekordowy wynik w wyborach samorządowych na prezydenta Nowej Soli to 87 procent. Mimo że nie prowadziłem wielkiej kampanii. Jest mi bardzo miło, że w wyborach do Senatu RP uzyskałem nawet lepszy wynik – 15 tys. w samej Nowej Soli, a prawie 100 tys. w sumie w czterech zaledwie powiatach. Według statystyk zająłem też pierwsze miejsce w Polsce, jeśli chodzi o pozyskanie innego elektoratu niż opozycyjny. Na pewno to jest ogromna satysfakcja. Oczywiście mieszkańcy chcą, żebym wracał do Nowej Soli. Nie mogę przejść kilkunastu metrów po mieście, by ktoś mnie nie zagadywał, nie namawiał, sygnały o sympatii mam na każdym kroku. Cieszę, się, że coś fajnego zrobiłem dla miasta. W gruncie rzeczy bycie prezydentem miasta czy burmistrzem, wójtem jest o wiele fajniejsze niż wielka polityka – bo tu jest sprawczość. Taka namacalna, codzienna. Wytycza się cele, do nich się dąży i je na końcu się osiąga, o ile jest się oczywiście sprawnym działaczem. Jednak jak raz już wszedłem do rzeki dużej polityki, to wyjść z niej trudno – choćby dlatego, że musiałbym zawieść 100 tysięcy wyborców, którzy na mnie głosowali.

Pańskim znakiem jest niezależność. Choć podejrzewam, że miał p an wiele propozycji przypięcia łatki partyjnej?
Byłem najpierw niezależnym przedsiębiorcą, tak też zostało w polityce. Owszem, miałem krótką przygodę z Nowoczesną i nie żałuję tego, bo uważam, że to był najlepszy projekt w polskiej polityce po 1989 roku. Choć oczywiście trochę zaprzepaszczony, co wszyscy wiemy. Do dziś jednak Nowoczesna istnieje i trwa w Koalicji Obywatelskiej. To prawda, że zapraszali mnie przedstawiciele wielu partii, ale ja lubię tę swoją niezależność, choć w wielu momentach mnie to ogranicza. Nie uczestniczę w podziale tego politycznego „tortu”, stanowisk itd. Dla mnie jednak niezależność jest wartością, cenię ją i wolę zrezygnować z jakiegoś tam stołka, a być za to właśnie senatorem niezależnym.

Wyjątkowy, świąteczny czas przed nami. Jakie życzenia dla mieszkańców gminy Torzym ma Senator RP?
Oczywiście rozwoju i spełnienia marzeń. Nie ma co patrzeć na to, co było, co za nami. Liczy się to, co przed nami. Dlatego życzę mieszkańcom gminy Torzym wytyczenia celów, ważnych celów i osiągnięcia tych celów. Warto o nie walczyć, bo jeśli udaje się nam je zrealizować, satysfakcja jest ogromna. Żyjemy w fajnym kraju, w fajnym miejscu w Europie i dobrze, aby wasza gmina też znalazła swoje ważne miejsce na mapie Polski i Europy. Macie ogromny potencjał, ogromne możliwości i na pewno się uda, jeśli mieszkańcy się zmobilizują, by powalczyć o dobrą przyszłość tej gminy. Serdecznie tego życzę.

Rozmawiał Marcin Kalita